Windykacja – czarna strona banków

Od wielu lat, nasza działalność opiera się na pobieraniu kolejnych kredytów. Tłumaczymy sobie, że przecież nie wybudujemy domu, ani nie posadzimy drzewka bez odpowiedniego zastrzyku gotówki, który przecież będziemy ładnie spłacać. Kupując nowy sprzęt, mówimy znów, że przecież jest on nam niezbędny. No tak, często faktycznie stoimy w obliczu prawdziwej potrzeby. Gorzej jednak, kiedy po wzięciu kolejnego kredytu stracimy płynność finansową. Może się to stać w niespodziewanym momencie i bardzo szybko. Co wtedy? W takim momencie przekonujemy się, że pracownicy banku, którzy tak mile się do nas zwracali i tak bardzo zachęcali do podjęcia ich oferty, w tym momencie nie będą już tacy uprzejmi. Mamy wtedy do czynienia z działem windykacji. To osoby, które przeszkolone są w dziedzinie prowadzenia ostrych rozmów. Ich kroki są bezwzględne. Na początku apelują o wpłacenie zaległej należności do konkretnego terminu i ostrzegają, że jeśli to nie zostanie uczynione, sprawa przejdzie na drogę sądową. W takiej sytuacji nie mamy już możliwości tłumaczenia sytuacji finansowej, windykatorów obchodzi konkretny wpływ. Jeśli w takim momencie nie wpłacimy zaległości, sprawa przechodzi na drogę sądową, czyli trafia do komornika. Jesteśmy wtedy na czarnej liście BiK-u, a z naszych dochodów schodzą oprocentowane wartości. Warto, więc zastanowić się przed podjęciem takiego zobowiązania.

Both comments and pings are currently closed.